RODAKpress - head
HOME - button
AGATA MICHAŁEK-BUDZICZ - POLSKA


* Czerwoni nie mogą...
* Dokumenty IPN

 

 

 

 

 

 

 


Działaczka KPN była rozpracowywana równolegle przez WSW i SB.
Jak sama mówi: "Armaty na wróbla i to 19-letniego".
Dzisiaj "wróbel" stawia przed obliczem Temidy "rozpracowujących nietykalnych" i jest prezesem
STOWARZYSZENIA NA RZECZ OCHRONY
PAMIĘCI NARODU POLSKIEGO "PRO PATRIA PRO MEMORIA"

Strach, że zabiją
Chroniony wizerunek byłych esbeków

- Bałam się, że nas zabiją - zeznawała wczoraj w krakowskim sądzie Agata Michałek-Budzicz, opozycjonistka, którą 23 lata temu razem z Ryszardem Majdzikiem esbecy porwali w biały dzień niemal sprzed budynku sądu w Krakowie. Trzech uczestników tych wydarzeń IPN oskarżył o bezprawne pozbawienie wolności działaczy.

Prowadzący sprawę sędzia Szymon Majcher nie zezwolił wczoraj dziennikarzom telewizyjnym ani fotografom na rejestrowanie wizerunków i robienie zdjęć w czasie rozprawy. Przychylił się do wniosku oskarżonych byłych funkcjonariuszy SB, którzy domagali się takiego zakazu, gdyż po pierwszej rozprawie - jak stwierdzili - w Internecie ukazały się ich zdjęcia.

Były kapitan SB Ryszard C., który - według zeznań byłej działaczki KPN - miał kierować akcją porwania - nie przyszedł na rozprawę. Jemu i dwójce jego dawnych kolegów "po fachu" - Antoniemu K. oraz Andrzejowi S. - grozi do pięciu lat więzienia. Wszyscy zaprzeczają, by w maju 1985 r. bezprawnie pozbawili wolności Ryszarda Majdzika, byłego działacza "Solidarności" i Agatę Michałek-Budzicz (wtedy Michałek).

Na proces pokrzywdzonych działaczy opozycji przyjeżdżają regularnie dawni bohaterowie opozycji. Także spoza Krakowa. Po raz kolejny byli wśród nich Kazimierz Świtoń i Adam Słomka.

Wczorajsze zeznania poszkodowanej były dla niektórych obecnych na sali sądowej wstrząsające. Tak brzmiał m.in. opis "wkopania" do samochodu SB w 1985 r. Ryszarda Majdzika, pobicia Agaty Michałek w ówczesnym Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych na ul. Mogilskiej w Krakowie czy przytaczane groźby, jakie usłyszeli zatrzymani: "nogi w cement, kamulki do nóg". Przypomnijmy, iż do porwania dwójki działaczy doszło zaledwie kilka miesięcy po zamordowaniu przez SB księdza Jerzego Popiełuszki.

Po przewiezieniu na komendę Agacie Michałek - jak zeznała - nie oszczędzono ubliżania, kopania, uderzania głową o szafkę, popychania. Części funkcjonariuszy biorących udział w tych represjach pokrzywdzeni nie potrafią jednak po latach rozpoznać. Agata Michałek nie ma nawet pewności, czy w pozbawieniu jej wolności uczestniczył Andrzej S.

Kiedy obrońca Antoniego K., funkcjonariusza, którego pokrzywdzona wspomina jako "brutalnego i chamskiego", pytał ją podczas rozprawy, "skąd w ogóle pomysł, że to było porwanie", dociekając, czy może w Krakowie istniało "sonderkommando", które porywało opozycjonistów, usłyszał potwierdzenie. - Wedle mej najlepszej wiedzy, w Krakowie istniała specjalna grupa, która miała za zadanie likwidować opozycjonistów. Proszę mnie jednak zwolnić z dalszych wypowiedzi na ten temat. Zeznania w tej sprawie złożyłam w IPN - powiedziała przed sądem Agata Michałek-Budzicz.

Pokrzywdzona ma nadzieję, iż obecny proces zakończy się wyrokiem skazującym byłych funkcjonariuszy. Tym bardziej, że to dobrze udokumentowana sprawa. Już w czasach PRL opozycjonistce udało się bowiem wygrać proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych, jaki wytoczyła Wojewódzkiemu Urzędowi Spraw Wewnętrznych w Krakowie. W archiwum IPN znaleziono też materiały z tamtego okresu, w tym zeznania dzisiejszych oskarżonych.

- W aucie, do którego nas wtedy wepchnięto, funkcjonariusze czuli się jak na dobrym polowaniu. Byli zadowoleni - opowiadała pokrzywdzona.

23.10.2008r.
Dziennik Polski

 
RUCH RODAKÓW : O Ruchu Dolacz i Ty
RODAKpress : Aktualnosci w RR Nasze drogi
COPYRIGHT: RODAKnet
NASZE DROGI - button AKTUALNOŒCI W RR NAPISZ DO NAS